Ekspert radzi

Zastanawiasz się, czy Twoje dziecko jest gotowe na rozpoczęcie przygody z nartami? Co zrobić, aby maluch polubił zimę i śnieżne zabawy? W zimowym cyklu EKSPERT RADZI znany fizjoterapeuta PAWEŁ ZAWITKOWSKI podpowie Wam, jak zmobilizować dziecko do uprawiania sportów zimowych.
Dowiedz się, co zrobić, aby zabawy na śniegu stały się aktywną formą wypoczynku dla Ciebie i Twojego dziecka! 

Więcej porad naszego EKSPERTA już wkrótce! Jeżeli chcesz regularnie otrzymywać artykuły z poradami zapisz się do naszego newslettera.

Zimowe szaleństwa dla całej rodziny

Paweł Zawitkowski, www.mamotatocotynato.pl

Zima to idealny czas do uprawiania sportu. Dla całej rodziny! Pierwszy śnieg za oknem to radość i przygoda. Warto jednak do takiej przygody przygotować się wcześniej. Dotyczy to zarówno dorosłych, jak i dzieci. Szczególnie, jeżeli chcemy naszym dzieciakom dotrzymać kroku na stoku. A warto! Szkoda byłoby ograniczać śnieżne szaleństwa dzieciaków tylko dlatego, że brakuje nam tchu, lub po pierwszym dniu na stoku trudno nam wstać z łóżka, bo wszystko nas boli.

Każda forma rodzinnego uprawiania sportu i rekreacji buduje między nami i dzieckiem zupełnie nowe relacje. Stajemy się sobie bliżsi, lepiej się rozumiemy, zaczynamy się słuchać, mamy czas, by wzajemnie się obserwować i poznawać w zupełnie nowych sytuacjach. W naturalny sposób stajemy się partnerami, pomagamy sobie nawzajem, wspólnie marzniemy, bawimy się, grzejemy, a w długie wieczory siedzimy i wspominamy, co się w ciągu dnia wydarzyło, oglądamy filmy i zdjęcia ze stoku. Jak rzadko podczas całego roku towarzyszymy sobie przez cały dzień, na nowo odkrywając swoje potrzeby, możliwości, ograniczenia. Każde wyjście na dwór staje się swoistym rytuałem. Jeżeli oczywiście dostrzeżemy tę okazję i będziemy potrafili ją wykorzystać.

Każdy z nas pamięta o sprzęcie narciarskim i ubraniu. Przed wyjściem na narty warto zadbać także o higienę górnych dróg oddechowych, szczególnie kiedy chwyci silny mróz. Nie możemy dopuścić, by dzieciak miał suche śluzówki nosa, ale nie można też ich nawilżać tuż przed wyjściem na zewnątrz. Po pierwsze nawilżamy pomieszczenia, w których mieszkamy. Jeśli mamy możliwość skorzystania z pływalni – to idealna okazja nie tylko do aktywnego odpoczynku mięśni, swoistego ich masażu, ale też do regulacji mechaniki oddechowej i poprawy naszej wydolności. Ośrodek, w którym znajdziemy pływalnię jest szczególnie wart uwagi, bo to najlepszy sposób dla odpoczynku i regeneracji po dniu na stoku. Zawsze też, kilkanaście minut przed wyjściem na narty, możemy nawilżyć śluzówki nosa – szczególnie dzieciaków – roztworem wody morskiej lub zwykłą solą fizjologiczną.

Zimowe szaleństwa i zabawy do utraty tchu to propozycja dla dzieci zdrowych. Jeśli maluch ma lub właśnie kończy przechodzić infekcję, nie warto go wyciągać na stok – to oczywiste, ale też nie warto go zostawiać w hotelowym pokoju. Nawet lekko przeziębiony mały człowiek nie powinien siedzieć w domu. Jeżeli dokucza mu katar, ale nie ma gorączki, silnego kaszlu i ogólnie czuje się dobrze, warto ciepło go ubrać i zabrać na niezbyt męczący spacer, a nawet namówić do aktywnego ruchu, choćby kilku minut gry w piłkę na śniegu.

Troska o bezpieczeństwo jest oczywista. Każde dziecko musi jeździć w kasku, ale pozostała część ekwipunku powinna spełniać odpowiednie wymogi. O ile rękawice, gogle, odpowiednią oddychającą bieliznę i kurtki możemy wybrać sami, o tyle jeśli chodzi o narty, buty i wiązania, polegajmy na tych, którzy się na tym znają – instruktorach lub serwisantach w ośrodku narciarskim. Zawsze też, jeśli wybieramy sprzęt dla dziecka, warto – zanim go zakupimy – przetestować różne propozycje pod okiem instruktora ze szkółki narciarskiej. A wracając do kasku. Najlepiej, jeżeli my także zaczniemy go używać. Wtedy dla dziecka jazda w kasku będzie czymś oczywistym i naturalnym. Małe dzieci, 3-6 lat, nie powinny jeździć dłużej niż dwie godziny. Oczywiście po przerwie na rozgrzanie, wypoczynek i solidny posiłek możemy wybrać się na stok jeszcze raz.

Jeżeli już chcemy nauczyć dziecko jeździć na nartach, najlepiej zacząć od przedszkoli narciarskich, których w każdym poważnym ośrodku narciarskim nie brakuje. A kiedy nasz szkrab już nieco lepiej jeździ – najlepszym adresem jest jednak instruktor. On będzie wiedział, do jakiego stopnia możne obciążać malucha zarówno czasowo, jak i stopniem skomplikowania i trudności zjazdów.

Więcej o sporcie i szalonych pomysłach na zdrowie i aktywność Waszych dzieci znajdziecie na www.mamotatocotynato.pl, www.youtube.com/mamotatocotynato oraz w serii książek i filmów „Mamo, Tato co Ty na to?” autorstwa Pawła Zawitkowskiego (www.facebook.com/PawelZawitkowski)

Od kiedy na narty

Paweł Zawitkowski, www.mamotatocotynato.pl

Narciarstwo to wspaniały sport, który można „uprawiać” z dzieckiem, od kiedy ma... kilkanaście miesięcy. Na początku wygląda to tak, że jedno z rodziców opiekuje się dzieckiem, a drugie w tym czasie szusuje, niekoniecznie na oczach rodziny. Wskazane są oczywiście zmiany. Jeśli koniecznie chcemy jeździć razem, możemy na dwie, trzy godziny wynająć opiekunkę. W większości ośrodków nie ma z tym problemu. Uwaga! Absolutnie nie wolno jeździć na nartach z dzieckiem w nosidełku lub chuście. To bardzo niebezpieczne!

Pierwsze kroki na specjalnie przygotowanych dla nich stokach, a raczej płaskich jak stół połaciach śniegu, mogą stawiać tam już 2-3-letnie maluchy. Wprawdzie na krótkich plastikowych nartkach nie tyle zjeżają, ile maszerują jak pingwiny i turlają się po śniegu, ale takie zabawy to dobry początek. Oswajają dziecko ze śniegiem, upadkami, współpracą i współzawodnictwem. Uczą poprzez zabawę, że ściganie się to tylko przygoda, a nie sprawa honoru. Trzylatki zakładają na nogi już dłuższe nartki.

Na stokach można śledzić szalone popisy przedszkolaków zjeżdżających całkiem samodzielnie w dół. Warto jednak pamiętać o kilku szczegółach. Po pierwsze, do około 4-5. roku życia ciało dziecka, jego mięśnie, stawy i kości nie są jeszcze przygotowane do dużych obciążeń. W 3-4. roku życia można więc zacząć oswajać malucha z prawdziwymi nartami, ale z pierwszymi dłuższymi i bardziej obciążającymi zjazdami lepiej poczekać, aż skończy pięć lat. Narty zjazdowe wspaniale kształtują wyczucie własnego ciała, zmysł równowagi, koordynację, plastyczność i elegancję ruchu. Dziecko uczy się przewidywać skutki swoich działań, unikać niebezpiecznych sytuacji, obserwować innych i uważać na ich poczynania. Nabiera szacunku do gór i do innych użytkowników tras narciarskich.

Pierwsze zjazdy w dół - po oślej łączce to przyjemność. Gorzej z pierwszymi wjazdami wyciągiem, chociaż jakoś wszyscy to przeżyli. Niezależnie od jego rodzaju, to dla dziecka nowe i trudne wyzwanie. Na wagę złota są proste pomysły, jak dzieci do tego przygotować. Na pewno nie mogą pozostawać bez opieki. Musimy je asekurować. Najpierw wjeżdżamy razem. Potem staramy się być tuż obok, tak by dziecko jak najszybciej poczuło, że ono również ma być odpowiedzialne na stoku za to, co robi, nie tylko my. Świetnym pomysłem na naukę jazdy na nartach jest asekurowanie dziecka podwiązaną do jego kurtki długą liną. Zdaje egzamin u wszystkich. Na łagodnych stokach pomysł z liną może stać się kluczem do szybkich postępów naszego dziecka. Proszę was jednak, byście pozostawili takie pomysły instruktorom. Wbrew pozorom trzeba naprawdę umieć to robić. Bez prostych zabaw nie da się dzieci nauczyć jeździć na nartach. W węża możemy pobawić się całą rodziną, ale może dopiero wtedy, kiedy to instruktor pokaże dziecku, jak to się robi. A potem zaczyna się już szaleństwo!!!

Więcej o sporcie i szalonych pomysłach na zdrowie i aktywność Waszych dzieci znajdziecie na www.mamotatocotynato.pl, www.youtube.com/mamotatocotynato oraz w serii książek i filmów „Mamo, Tato co Ty na to?” autorstwa Pawła Zawitkowskiego (www.facebook.com/PawelZawitkowski)

Pierwsze kroki na nartach

Paweł Zawitkowski, www.mamotatocotynato.pl, www.youtube.com/mamotatocotynato

Poruszanie się w pobliżu i na samych stokach narciarskich nie jest skomplikowane, zresztą zwyczajowo określa się, gdzie i w jaki sposób można się poruszać. Najważniejsze, by nigdy naszemu dziecku nie wpadło do głowy przechodzić niefrasobliwie w poprzek stoku, nawet jeśli to stok treningowy lub mały sztuczny. Zasada, że nie chodzimy w butach po trasie jest bezpieczna i święta. I tego warto uczyć nasze dzieci od początku. Pobyt na stoku zawsze zaczynamy od rozgrzewki. Jeśli chcemy by nasze dziecko ją wykonało, nie ma zmiłuj, sami musimy to również zrobić. Najpierw bez nart, potem już w nartach. Dla znudzonych życiem to wygląda najprościej na świecie: tupanie, chodzenie, skakanie, przewracanie się, rozsuwanie i zsuwanie nóg. Zanim jednak będziemy zjeżdżali z samej góry, warto pokazać maluchom, że wszystko może być bezpieczne i miłe, a na dodatek nie jest, ani nudne, ani leniwe. Dlatego proponowałbym zaczynać przygodę narciarską od zabaw i turlania się po śniegu. Możemy potraktować to jak rozgrzewkę, „inaczej” - dzieciaki mogą się szybko zanudzić, machając rękami w kółko i do boku.

Inaczej to przyjmą, jeśli rozgrzewką będzie ganianie balonu - albo turlanie się z górki. Zawsze słyszymy też, że warto przed wpięciem się w narty nauczyć dziecko upadać. Można to zrobić w trakcie zabawy, udawanych zapasów na śniegu, na pewno bardziej naturalne będzie, jeżeli te upadki następują w trakcie ganiania za balonem lub gry w berka. Taka zabawa na początku powinna trwać naprawdę krótko. A kulminację ganiania zostawimy sobie na koniec dnia, kiedy i tak już wszyscy są zziębnięci. Wywrotek na nartach nikt nie jest w stanie uniknąć, dlatego od początku przyzwyczajamy dziecko do tego, że jest to normalne.

W zimie nie warto ograniczać się tylko do wyboru: spacer czy narty, łyżwy czy sanki. Skoro potrafimy zagrać w piłkę w lecie, dlaczego nie robić tego w zimie?! Pierwsze wrażenie – uwaga dzieci się spocą !!!!! Drugie – trudno o lepszą okazję do zabawy!! Biegamy na śniegu, możemy się wywracać, przewracać, padać - bez lęku o otarcia i skaleczenia. Tu przypomina się rada dotycząca ubrania – by nie zamokło. Zawsze jednak możemy pobiegać krócej, na dodatek i tuż przed powrotem do ciepłego pomieszczenia.

Więcej o sporcie i szalonych pomysłach na zdrowie i aktywność Waszych dzieci znajdziecie na www.mamotatocotynato.pl, www.youtube.com/mamotatocotynato oraz w serii książek i filmów „Mamo, Tato co Ty na to?” autorstwa Pawła Zawitkowskiego (www.facebook.com/PawelZawitkowski).

Sanki - niedoceniana radość i szaleństwa

Paweł Zawitkowski, www.mamotatocotynato.pl; www.youtube.com/mamotatocotynato

Tym chyba nikt nie jest zaskoczony. Sanki to idealny sposób, by aktywnie dzielić radość zimy z naszym dzieckiem. Na dodatek są bezpieczne, oczywiście dopóki my o tym bezpieczeństwie myślimy. Co prawda rodzinne wyprawy na sanki to zajęcia sportowe raczej dla rodziców niż dla dzieci, ale za to jaka frajda! Na sankach możemy wozić nawet kilkumiesięczne dzieci (najlepiej w przywiązanej do sanek gondoli), traktując oczywiście taki spacer jako alternatywę dla przedzierania się wózkiem przez zasypane śniegiem chodniki. Ale nie polecamy zjeżdżania z jakiegokolwiek pagórka z takim maluchem. To zbyt ryzykowne. Z dwu-, trzylatkiem możemy już trochę poszaleć i pozjeżdżać z niewielkiej górki. W drodze na nią warto namówić dziecko, by choć przez chwilę pociągnęło sanki za sobą lub popchało je przed sobą (przyda się tu oparcie). To mu się na pewno spodoba, zwłaszcza jeśli będzie miało pasażera (np. misia lub ulepionego wraz z rodzicami małego bałwana). Przy okazji trochę się rozgrzeje, a już na miejscu nauczy się, że z sanek można spaść (zrzucanie misia i spadanie z sanek razem z nim).

Gdy maluch skończy 4-5 lat, możemy spróbować zjechać z nim z bardziej ostrej górki. Ale razem! Lepiej, by sam zjeżdżał jedynie z łagodnych, niewielkich wzniesień. Czterolatek ma już wprawdzie dosyć dobrą koordynację ruchów i ocenę przestrzeni, potrafi też w razie potrzeby utrzymać równowagę, ale, niestety, ma jeszcze niewielkie wyobrażenie o konsekwencjach upadku. Dlatego musimy cały czas go asekurować. Piąty, szósty rok życia to już w pełni samodzielne zjazdy, ale ciągle lepiej nie spuszczać dziecka z oczu. I koniecznie zaopatrzyć go w kask. Może to śmiesznie wygląda, ale jest bezpieczne i już.

Więcej o sporcie i szalonych pomysłach na zdrowie i aktywność Waszych dzieci znajdziecie na www.mamotatocotynato.pl, www.youtube.com/mamotatocotynato oraz w serii książek i filmów „Mamo, Tato co Ty na to?” autorstwa Pawła Zawitkowskiego (www.facebook.com/PawelZawitkowski).

Biegówki - sport dla całej rodziny

Paweł Zawitkowski, www.mamotatocotynato.pl

Niedoceniany, wszechstronnie rozwijający, piękny, fascynujący, kameralny i niezwykle przyjazny pod każdym względem sport. Potrafi też być zabawny szczególnie kiedy stawiamy na biegówkach pierwsze kroki! Idealny dla całej rodziny. Bieganie na nartach rozwija koordynację, szczególnie naprzemienną symetrię ruchów, ich rytm i elegancję. Angażuje równomiernie całe ciało, zwiększając wydolność mięśni, stawów, układu oddechowego. Udane szusowanie na biegówkach wymaga minimalnej przynajmniej koordynacji ruchów. Nie ma więc sensu stawiać na deskach dziecko przed 3. rokiem życia. Czterolatki radzą sobie na biegówkach już całkiem dobrze, ale tak naprawdę jest to świetne zajęcie dla dzieci od 5.-6. roku życia.

Warto jednak zaczynać wcześniej, bo pozwoli to tacie i mamie podnieść na tyle swoje umiejętności, że będą mieli szansę nadążyć za dzieckiem. O bezpieczeństwo nie musimy się martwić. Nawet jeżeli maluch się przewróci, przy zerowej prawie prędkości i krótkiej fazie nagłego zbliżenia ciała malca do ziemi, nic mu się nie stanie.

Bieganie na nartach to znakomita okazja do poznawania okolicznych parków, łąk i lasów. W każdej chwili możemy się zatrzymać i pokazać dziecku piękno przyrody. To także wspaniały pomysł na rodzinne spacery z domowym zwierzyńcem. Na biegówkach można zorganizować wyścigi do drzewka, na którym rosną czekoladowe "Michałki" (zawieszone tam wcześniej przez tatę ). Można, niby przypadkiem, wywrócić się i zjeść trochę śniegu. Można biegać, chodzić, zwiedzać miejsca niedostępne w trakcie uprawiania innych dyscyplin. A do tego potrzeba naprawdę niewiele zachodu. Bieganie na nartach rozwija koordynację, naprzemienną symetrię ruchów, ich rytm i elegancję. Angażuje równomiernie całe ciało, zwiększając wydolność mięśni, stawów, układu oddechowego. Na nartach można biegać wszędzie. O każdej porze dnia i nocy możemy chwycić biegówki i udać się po prostu na spacer

Więcej o sporcie i szalonych pomysłach na zdrowie i aktywność Waszych dzieci znajdziecie na www.mamotatocotynato.pl, www.youtube.com/mamotatocotynato oraz w serii książek i filmów „Mamo, Tato co Ty na to?” autorstwa Pawła Zawitkowskiego (www.facebook.com/PawelZawitkowski)

 

Paweł Zawitkowski - fizjoterapeuta, specjalizuje się w terapii neurorozwojowej, oddechowej i terapii jedzenia. Konsultant Kliniki Neonatologii i Intensywnej Terapii Noworodka w Instytucie Matki i Dziecka w Warszawie oraz Poradni Diagnostyki i Terapii Neurologicznej „POLEK”. Autor artykułów i publikacji na temat ruchowego i poznawczego rozwoju dziecka, w tym „Poradnika opieki i pielęgnacji małego dziecka”, książki i filmu „Co nieco o rozwoju dziecka” oraz już trzech książek i filmów z serii „Mamo, Tato co Ty na to?”. Od lat doradza rodzicom jak przez dotyk, ruch oraz zwariowane pomysły wspierać prawidłowy rozwój ich dzieci. Animator przedziwnych projektów, wielbiciel „medycznych” prowokacji, dobrej kuchni, książek, roweru, nart, kite’a i snu.